Już po raz czwarty wystartowałam w miejskim biegu z przeszkodami. Po raz kolejny świetnie się bawiłam i spędziłam aktywnie dzień. Musicie mi...

Survival Race Poznań 2017

/
2 Comments
Już po raz czwarty wystartowałam w miejskim biegu z przeszkodami. Po raz kolejny świetnie się bawiłam i spędziłam aktywnie dzień. Musicie mi uwierzyć, że takie biegi nie są aż takie straszne, na jakie wyglądają. Musicie sami się przekonać i zapisać się na kolejny bieg survivalowy.



Wybrałam sobie trasę 12 km i 50 przeszkód. Startowałam z przyjaciółką, która trenuje ze mną na siłowni zaledwie od pół roku. Muszę przyznać, że Karolina okazała się najlepszą partnerką w tego typu biegach jaką miałam. Przeżywałyśmy kryzys w różnych momentach na trasie i nawzajem się wspierałyśmy. Wtedy kiedy ja nie miałam już siły biec, ona mnie motywowała swoim tempem. Za to kiedy ona nie wierzyła, że pokona jakąś przeszkodę, to ja krzyczałam, że da radę.

Przed startem, jeszcze czyste :)
Jeśli zdecydujecie się na start, to mam dla was jedną radę. Wybierzcie sobie jak najwcześniejszą godzinę startu, zwłaszcza jeśli zależy wam na dobrym czasie. Im później, tym trasa bardziej zdewastowana i większe kolejki na przeszkodach. Trudno wstawało mi się o 6 30 w sobotę, ale ostatecznie cieszyłam się, że startowałyśmy o 9.

Muszę przyznać, że to był najtrudniejszy bieg jaki zaliczyłam. I nie chodzi tu o przeszkody, bo samodzielnie pokonałam prawie wszystkie (poza rampą, gdzie robiłam karne burpees). Trasa bardzo mi się dłużyła, cały czas były męczące podbiegi pod górę w lesie. Szczerze mówiąc wolałabym chyba krótszą trasę z większą ilością przeszkód, bo nie jestem największą fanką biegania.


Jestem dumna z siebie i przede wszystkim z Karoliny, bo takie przeszkody jak lina, king kong i inne, które wymagały sporej sprawności i siły nie były dla nas problemem. A to wszystko dzięki regularnym treningom na siłowni (bo biegać to zdecydowanie za rzadko wychodziłam).

Najgorszym elementem trasy był ostatni odcinek, gdzie w palącym słońcu biegaliśmy slalomem wokół taśmy pod górę i z góry. Wydawało mi się, że ten slalom nigdy się nie skończy i to był jedyny odcinek, na którym żałowałam, że zamiast spać do południa zdecydowałam się na jakiś bieg w błocie :)

Atmosfera na trasie jak zawsze była świetna. Mężczyźni jak zawsze pomocni i uśmiechnięci. Jeśli chodzi o organizację również nie mam nic do zarzucenia. Jedynym minusem jaki znajduję są przeszkody, które przerabiałam już na poprzednich biegach. Było tak jakoś mało wymagająco moim zdaniem.

Jeśli obserwujecie mnie na instagramie (@owsianapl) na pewno widzieliście co Karolina mówiła na temat biegu. Przed startem stresowała się bardziej niż przed maturą. Jak tylko przekroczyłyśmy linię mety pytała kiedy zapisujemy się na kolejny bieg.


Po biegu zmyłam z siebie błoto i przebrałam się w sukienkę. Bez wyrzutów sumienia zjadłam pyszne tacos i podwójną porcję ulubionych lodów. Nie wiem jak wy, ale ja uprawiam sport z czysto egoistycznych pobudek. Po pierwsze, żeby móc jeść więcej, a po drugie, żeby mieć lepszy humor.

Ten bieg sprawił, że miałam naprawdę świetny dzień. Na co dzień nie mam okazji sprawdzić swoich możliwości i efektów treningu. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona naszym wynikiem. Karolina biegła po raz pierwszy, dlatego nie chciałam wywierać na niej dużej presji. Pobiegłyśmy naprawdę na luzie, dla zabawy. Okazało się, że dobiegłyśmy jako 30ste na ponad 250 kobiet! Po tym jak zobaczyłam klasyfikację nie odpuszczę Karolinie pierwszej dziesiątki na kolejnym biegu :)

Jeśli też chcecie przeżyć coś tak niesamowitego możecie zapisać się na stronie www.survivalrace.pl


You may also like

2 komentarze:

Obsługiwane przez usługę Blogger.