Ten wpis jest bardzo osobisty i długo zastanawiałam się czy go opublikować. Pomysł na niego miałam już dawno, ale zawsze odwlekałam jego nap...

Wygrałam z anoreksją! Moja sylwetka na przestrzeni lat

/
20 Comments
Ten wpis jest bardzo osobisty i długo zastanawiałam się czy go opublikować. Pomysł na niego miałam już dawno, ale zawsze odwlekałam jego napisanie. Trudno się mówi o takich sprawach.

Wszystko zaczęło się sześć lat temu, kiedy kończyłam gimnazjum i miałam się zadecydować w jakim liceum będę się uczyła. Wybrałam najlepsze liceum w okolicy mimo obaw, że dziewczyna ze wsi nie zostanie tam zaakceptowana. Krążyły legendy, że uczą się tam tylko dzieci prawników i lekarzy, dlatego bałam się, że nikt nie polubi dziewczyny z dziesięcioma kilogramami nadwagi.


Wizja bycia grubą dziewczyną w nowej szkole sprawiła, że znienawidziłam swoje ciało. Wtedy przeszłam na moją pierwszą dietę, a raczej liczne diety. Przez kilka miesięcy robiłam głodówki, jadłam zupę kapuścianą, przestałam nawet jeść mięso, żeby nie robić mamie przykrości gdy na obiad był schabowy, a ja nie chciałam jeść panierki. Trenowałam z Chodakowską, jeździłam no rowerze i robiłam wszystko, żeby tylko schudnąć. Udało się! Zamiast 70 kg na wadze było już tylko 60 kg. 


Mimo spadku wagi w mojej głowie nadal byłam zbyt gruba. Nie byłam zadowolona z siebie, nie podobało mi się moje ciało, nie akceptowałam swojego wyglądu. Przez całe liceum udawałam przed wszystkimi, że jem zdrowo, a w rzeczywistości głodziłam się małymi porcjami jedzenia. Jadłam maksymalnie 1000 kcal dziennie. Przy takim deficycie kalorycznym powoli chudłam i chudłam. Aż moja waga pokazała 52 kg (przy wzroście 170 cm). 





Teraz kiedy patrze na te zdjęcia przechodzą mnie ciarki. Wyglądałam masakrycznie. Ubrania na mnie wisiały, wystawały mi kości, miałam szarą skórę. Myślicie, że byłam zadowolona ze swojego wyglądu? Chyba nie muszę głośno mówić jak nazywa się ta choroba... 

Całe szczęście byłam wtedy w związku z dojrzałym i mądrym facetem. Wiele razy mówił mi, że jem zbyt mało, że powinnam przytyć. Dopiero jego groźba, że zostawi mnie jeśli nie zacznę normalnie jeść jakoś na mnie zadziałała. Zależało mi na nim, więc postanowiłam się ogarnąć. Nie wiem co bym zrobiła bez jego wsparcia. 

Nie przytyłam zbyt wiele, ale przestałam w końcu chudnąć. Właśnie wtedy zaczęłam interesować się zdrowym odżywianiem i wpływem jedzenia na nasze ciało. W ostatniej klasie liceum zmieniłam zdanie i zamiast na prawo zdecydowałam się aplikować na dietetykę. Nie byłam mocna z biologii ani chemii, więc wzięłam udział w Olimpiadzie wiedzy o Żywności i Żywieniu. Czytałam bardzo dużo książek, uczyłam się całymi dniami. Dietetyka stała się moją pasją, a ja zapragnęłam pomagać kiedyś ludziom, którzy zmagają się z podobnymi problemami. 


Dzięki olimpiadzie dostałam się na dietetykę do Poznania, ale w mojej głowie nic się nie zmieniło. Jadłam więcej i zdrowiej, mimo to nadal nie byłam zadowolona ze swojego wyglądu. Dziewczyny z okładek i instagrama zawsze wyglądały lepiej. Zapisałam się więc na siłownię, żeby wyrzeźbić sobie ciało. Wyżej macie słabe zdjęcie z mojej pierwszej wizyty na siłowni. 

Kupienie karnetu na siłownię było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Oczywiście początki były trudne, nie wiedziałam co do czego służy i chodziłam głównie na zajęcia grupowe. Po kilku miesiącach zaczęłam trenować siłowo, poznałam świetnych trenerów. Odnalazłam swoją drugą pasję.


Nabrałam trochę masy mięśniowej, zaokrągliła mi się pupa, a twarz nabrała rumieńców. Powoli czułam się bardziej pewna siebie i zaczynałam akceptować swoje niedoskonałości. Założyłam tego bloga i zaczęłam dzielić się tutaj swoją pasją. Nigdy jednak nie miałam upragnionej kratki na brzuchu, co sprawiało, że czułam się gorsza od dziewczyn z instagrama. Wyglądałam dobrze, ale chciałam wyglądać lepiej.

W ubiegłe wakacje spełniłam jedno z moich największych marzeń, czyli wyjazd do USA. Spędziłam w Ameryce prawie cztery miesiące i przywiozłam ze sobą 10 kg nadwagi... W trakcie wyjazdu cieszyłam się wakacjami, jadłam amerykańskie śmieciowe żarcie i nie zauważałam jak bardzo tyje.





Nie mam żadnego zdjęcia w bieliźnie po powrocie z Ameryki. Mam jedynie wydruk z wagi, która pokazała 73,4 kg! Byłam załamana... Nie zrobiłam tego zdjęcia (chociaż teraz bardzo żałuje), bo nie mogłam na siebie patrzeć. Przeglądałam wtedy zdjęcia sprzed wyjazdu do Ameryki. Przed wyjazdem myślałam, że jestem gruba chociaż nie byłam. Po powrocie marzyłam, żeby wyglądać tak jak wtedy kiedy myślałam, że jestem gruba.
Wiedziałam, że nie ma co rozpaczać, tylko trzeba wziąć się do pracy. Raz udało mi się schudnąć, to zrobię to kolejny raz. Tym razem miałam o wiele większą wiedzę z zakresu żywienia i wiedziałam jak efektywnie trenować na siłowni. Postanowiłam, że schudnę przywiezione z USA 10 kg w ciągu 3-4 miesięcy.


Udało się! Tak wyglądam dzisiaj i jestem z siebie cholernie dumna. Powinnam częściej mówić o tym głośno. O tym, że kocham siebie i swoje ciało. Akceptuje siebie, chociaż nie wyglądam idealnie. Nadal ciężko trenuje, żeby poprawić swoją sylwetkę, ale te treningi to moja ulubiona część dnia. Jestem zadowolona z siebie, bo ciężko pracuje nad swoją sylwetką i charakterem. Nie chcę dłużej nienawidzić swojego ciała. Zwłaszcza, że nie mam do tego powodów. 


Kiedy patrzę wstecz zauważam, że nigdy nie miałam momentu, kiedy całkowicie była z siebie zadowolona. Zawsze było coś nie tak, zawsze coś można było poprawić. Wystarczyło jedno złe słowo pod moim adresem, żeby podkopać moje poczucie własnej wartości. Tak nie można żyć.

Czekałam z tym wpisem do momentu kiedy poczuje, że akceptuje siebie. Chciałam wam to przekazać, żeby może kogoś przed tym ustrzec lub wesprzeć w trudnej chwili. Zaburzenia odżywiania to naprawdę poważny problem w dzisiejszych czasach. Perfekcyjne dziewczyny z instagrama wpędzają w kompleksy zwykłe dziewczyny takie jak ja i ty. Nie pozwólmy, żeby cyfrowa rzeczywistość zniszczyła nasze poczucie własnej wartości. Jesteśmy piękne niezależnie od tego ile ważymy i czy mamy kratkę na brzuchu.



You may also like

20 komentarzy:

  1. Piekna i mądra kobieta z Ciebie, chyba bardzo dużo z nas przechodzi przez tą samą drogę, tak samo było i ze mną, przy Twoim wzroście zeszłam do 44 kilo, jak bardzo teraz tego żałuję, mój metabolizm nadal daje mi w kość po tym co mu zrobiłam niestety...Ale walczę i się nie poddaję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można się poddawać <3 Trzymaj się! :*

      Usuń
  2. Od dłuższego czasu Cię obserwuję i chciałam Ci powiedzieć, że równa z Ciebie babka !
    Ja przez całe życie jestem pulchna (lubię to słowo;p). W gimnazjum byłam w klasie sportowej, wiecznie w ruchu, zawody, treningi, dodatkowe wfy, a i tak nie zrobił się ze mnie patyczak, nad czym niezbyt rozpaczałam. Idąc do liceum, nadal byłam w ruchu było mnie wszędzie pełno i nie zastanawiałam się nad tym czy i jak wyglądam, że może jestem za gruba (jasne, chciałam się odchudzać, ale mój słomiany zapał mi nie pozwolił na to). Dopiero idąc na studia zaczęłam tyć na potęgę, zaczęłam też mieć przeogromne kompleksy, przestałam nawet wychodzić na jakieś większe imprezy, żeby się za bardzo nie pokazywać. Potem z ułożoną dietą schudłam, ale co se chudłam to se przytyłam ;D czyli -10 kg wjechało, ale nie minął rok i mam dodatkowe 15 kg. Wina w tym jest moja, ale teraz doceniam, to, że ważąc 70 kg przy wzroście 165 na serio było idealnie, jakoś w wersji 60 kg bym chyba nie mogła na siebie spojrzeć w lustro ;p
    zaczęłam obserwować na insta dziewczyny wielkogabarytowe i ich radość z ich krągłości (nie sądzę, żeby do końca to była prawda, bo ja nie jestem nawet w połowie tak gruba jak one, a sadło przeszkadza mi w normalnym życiu) jednak to ich podejście pokazało mi, że mogę ważyć 70 kg a nie 55 kg i czuć się ekstra. Właśnie teraz wzięłam się za siebie, z większą wiedzą, odstawieniem mojego piwnego nektaru no i kurczę lubię siebie i lubię przebywać też sama ze sobą, ale muszę wyeliminować kawałek mojego brzucha, boczków i ud, bo te cholery są nie do wytrzymania. Trzymaj kciuki ! AAAA i bacznie obserwuje Twoje bezmięsne życie, bo sama mam chęć zostać vege :) Brawo raz jeszcze i miłego !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, żeby dobrze czuć się dobrze w swoim ciele! Nie każdy musi ważyć 50 kg. Dla kogoś 63 kg które teraz warzę to dużo, a mi się podoba. :)

      Usuń
  3. Wyobrażam sobie, jak trudno jest dzielić się publicznie tak intymną historią, dlatego chcę za tego posta serdecznie podziękować! Pani świadectwo jest dla nas (bo chyba mogę rozszerzyć swoją opinię na innych czytelników) BARDZO WAŻNE! Mija jakieś półtora miesiąca kompletnej rewolucji w moim podejściu do żywności i jedzenia, chudnę i oczywiście popełniam masę błędów i ulegam pewnym złudzeniom (ciągłe: więcej, szybciej; co będzie, jeśli zamiast 1kg schudnę 0,5kg w ciągu tygodnia; brak zadwowolenia z rezultatów itd.). Dzięki takim tekstom mam szansę poprawić swoją psychikę (zdając sobie sprawę z zagrożenia) i być może ustrzec się dzieki temu przed poważnymi konsekwencjami. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Justyno, trafiłam na Twojego bloga w poszukiwaniu wskazówek, dotyczących weganizmu, lecz znalazłam prawdziwy skarb 😊 długo zastanawiałam się, czy komentować, a jeżeli tak, to czy nie będzie wygodniej ukryc się za bezpieczną maską anonimowosci, ale ostatecznie uznałam, że wdzięczność nie potrzebuje kostiumu. Dziękuję Ci za podzielenie się swoją historią, która dla mnie stanowi dowód Twojej siły oraz promień nadziei 🎀 wspaniałe czytać o zwycięstwie w drodze do akceptacji samej siebie i uznania w koncu swego ciała za piękne. Na postrzeganie nas samych wpływa mnóstwo czynników, nasze odbicie w lustrze to przecież wypadkowa naszychej własnych przekonań, ale lusterami, często bezlitosnymi są obolesne lub bezlitosny oczy innych... w odpowiednim momencie posłuchałas swego wewnętrznego głosu i odepchnęłaś denoniczne podszepty. Gratuluję Ci najserdeczniej i raz jeszcze dziękuję za dodający otuchy historię. Zwracasz przy tym uwagę na wielce istotny aspekt samoakceptacji - mianowicie, że nasze zwewnętrzne piękno to nie tylko waga i odżywianie, ale również aktywność i dbanie o siebie.
    Dziękuję 🎀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci! Każdy komentarz (szczególnie pod ty postem) jest dla mnie bardzo ważny :*

      Usuń
  5. A moim zdaniem najważniejsza jest jakakolwiek aktywność fizyczna, która sprawia że nie mamy problemu żeby podbiec na tramwaj i nie być "zapuszczonym" �� wielkie propsy dla Ciebie, widać że wkładasz całe serducho w to co robisz, obserwuje na Instagramie i uwielbiam posty typu "miało być pysznie wyszło obleśne" �� a #fitgirls już dawno wykluczyłam z listy obserwowanych. Powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że mogę motywować :) nigdy nie kłamie na instagramie :) dziś pokazywałam wegańskie muffiny, które wyglądały obleśnie, ale wyszły całkiem smacznie :)

      Usuń
  6. To pierwszy wpis przeczytany u Ciebie i pewnie gdyby nie jego "kontrowersyjność" być może jeszcze długo nie zajrzałabym na bloga. Strasznie lubię Twoje pozytywne filmiki na insta i ciężko było mi uwierzyć że za tym pięknym uśmiechem kryje się historia pełna bólu i cierpienia- bo tak widzę anoreksję mimo że sama nigdy na nią nie cierpiałam choć bliscy myśleli inaczej bo zaczęłam się odchudzać dokładnie w tym samym okresie co ty-tylko kilka lat wcześniej. I też ważyłam podobie bo 52 kg przy 172. Ale nie byłam chora, wtedy jeszcze nie. moje problemy zaczęły się po kuracji hormonalnej i gwałtownym przytyciu (12 kg w pół roku) i zamiast zacząć radzić sobie tak jak ty czyli zdrową dietą i ćwiczeniami ja zaczęłam wymiotować. To też straszna choroba, z którą walczę do tej pory. Podobno w grupie raźniej:)
    Mam nadzieję, ze kiedyś w pełni zaakceptuję samą siebie tak jak Ty, wiem że tylko wtedy możliwe jest pełne wyzdrowienie.
    Jesteś śliczną i bardzo pozytywną dziewczyną, która genialnie wygląda i w okularkach i w tej pięknej szmince (taka wiśniowo różowawa- co to dokładnie???) nawet przez moment nie zwróciłam uwagi na jakiekolwiek niedociągnięcia twojej sylwetki bo ich po prostu nie widać a nawet jeśli ktokolwiek uwaza że istnieją to Twoja uroda i poczucie humoru skutecznie te mankamenty zakrywają:)
    No i muszę znowu zacząć jadać owsianki:) Nazwa Twojego bloga przypomiała mi, że kiedyś i bardzo je lubiłam i bardzo dorze działały na mój biedny nadwerężony żołądek:)
    3maj się cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dziękuję za miłe słowa :) Usmiech zazwyczaj nie schodzi mi z twarzy, bo nie lubię marnować czasu na zamartwianie się i rozpamiętywanie. A co do szminki, to moja ulubiona! Golden Rose matte lipstick crayon nr 19 na snapach, a na tym ostanim zdjęciu ta sama szminka nr 04.

      Usuń
  7. wiem, że nie powinnam tego pisać, ale na tych zdjęciach z etapu 52kg wyglądasz cudownie! nogi do nieba! nie jesteś na nich jakaś wychudzona, po prostu drobna i szczupła. naprawdę daleko Ci tam do Rubik :D ale oczywiście wiem też, że anoreksja przede wszystkim siedzi w głowie i dobrze, że teraz masz zdrowe podejście do jedzenia i możesz dzielić się z tym z nami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą :) Nie wyglądam na zdjęciach jak osoby skrajnie niedożywione. Ja miałam szczęście, że facet zareagował we właściwym momencie. Ale anoreksja siedzi głównie w głowie. Chociaż okres straciłam na dwa lata i odbiło mi się to na zdrowiu...

      Usuń
  8. Patrzę, czytam i podziwiam cie! Jaka ty silna i piękna. Też bym tak chciała.. mam do Ciebie pytanie. Czy leczylas się w szpitalu psychiatrycznym? Chciałabym też już być zdrowa, ale chciałabym, aby odbyło się to bez szpitala. Myślisz, że dam radę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, mi pomogli bliscy. Nie byłam skrajnie wychudzona. Warto jest mieć wsparcie w rodzinie i przyjaciołach. Nie znam Twojego przypadku, ale wiem, że pomoc psychoterapeuty jest czasami niezbędna. Każda z nas jest wewnątrz silna. Musisz chcieć pokonać tę straszną chorobę. Kochana, ja w ciebie wierzę :* Wierzę, że dasz radę :)

      Usuń
    2. Dziękuję Ci! Nie wiesz jak ważne jest dla mnie to co mi napisałaś. Dziękuję Ci Jeszcze jeszcze raz :* na wizycie u psychologa Pani powiedziała mi, że wierzy we mnie i wie, że dam radę, ale niestety psychiatra powiedział, że nie dam rady i muszę iść do szpitala. Na szczęście moja kochana mamusia jest przy mnie i wspiera mnie w każdym dniu, który dzięki niej staje się lepszy. Nie chcę tam iść. Wiem jak tam strasznie jest. Boję się strasznie. Wiem, że schudłam, bo teraz ważę 39 kilo przy 162 cm wzrostu... przed anoreksja, czyli rok temu ważyłam 50 kilo... okropnie się z tym czułam, ale teraz strasznie żałuję i wiem, że mogłam zamiast tego cwiczyc na siłowni.. A teraz to boję się o własne życie. Bardzo Ci dziękuję za ten wpis i za twoją historię. II za to, że "jesteś" przy mnie. Dziękuję Ci bardzo.

      Usuń
  9. Super wpis, gratuluję odwagi i tego że osiągnełaś stan akceptacji, bo to jest bardzo ważne !!! Sama po wielu przejściach dostrzegam to, że najważniejsze jest zdrowie a nie dążenie do ideału. Kochajmy i akceptujmy siebie, pracując nad własnym rozwojem :) Buziakiii i trzymam kciuki za kolejne sukcesy w różnych dziedzinach życia <3

    OdpowiedzUsuń
  10. W komentarzach piszesz również o kwestii utraty okresu, w jaki sposób go uregulowałaś, korzystałaś z pomocy dietetyka, ginekologa ?? Będę wdzięczna za odpowiedź, gdyż przez wcześniejsze nieodpowiednie podejście do tematu do tej pory mam nieregularny okres , pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Wpadłam tutaj naprawdę przypadkowo ale się wypowiem.
    Mam piętnaście lat (urodziny w lutym), 173 centymetry wzrostu, ważę 51-53 kilogramy.
    Moje koleżanki z klasy na przerwach jedzą musli, jogurty, owoce i warzywa, kiedy ja przynoszę do szkoły naleśnika z nutellą, batony, ciastka, kanapki itp. I naprawdę nie mogę przytyć.
    Prawie całe wakacje się nie ruszałam. Siedziałam w pokoju używając telefonu, laptopa lub oglądając TV. Praktycznie zero ruchu. Chyba że bierzemy pod uwagę drogę z domu do sklepu, Biedronki czy McDonalda.
    Lipiec spędziłam u babci. Wstałam rano, zjadłam kanapki/chrupki z mlekiem/pomidory ze śmietaną czy coś innego i szłam do pokoju czytać. Godzina 12, jechałam rowerem do McDonalda na obiad, wracałam na obiad w domu, później jeszcze poprawiłam owe obiady jakimiś chipsami, batonami, colą, chrupkami z mlekiem, pizzą, lodami, żelkami czy czymś takim a wieczorem jadłam kolację. (Ten typ osoby, która jest wiecznie głodna i nie tyje)
    Wróciłam do szkoły po wakacjach, moje ciało wyglądało tak jak zawsze. Pozdrawiam tych, którym bardzo trudno utyć. Wiem coś o tym ;)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.